To ta chwila, kiedy umysł się gubi w myślach i szuka ujścia. Ujścia nie ma, bo też wewnętrzny krytyk od miesiąca zabrania mi na publikowanie czegokolwiek. Gdziekolwiek.
Z drugiej strony, natłok myśli dusi słowo. Nic nie zlewa się w tekst.
Metody dwóch palców(twixa zrób?) nie chcę. Nie ulżę sobie fikuśnym postem.
Nie piłem, a kac męczy.
Dzieje się.
"Wszystko, co żywe, rośnie w górę, ale nie jest wolne. Najwyższe gałęzie chwytają w pułapkę powietrze i światło, lecz żywią nimi tylko nieskończone ziarna ziemi. Wzrost sam w sobie jest bez znaczenia"
Luźny, wolny wtorek. Co by nie leżeć i jojczyć przez dzień cały, wziąłem się za przeszukiwanie rodzinnych archiwów w szukaniu inspiracji/szczęścia/spełnienia, lub po prostu - przez ciekawość tego, co się w tych babcinych szufladach uchowało.
A uchowało się zaskakująco dużo. Blisko 100 lat historii, jak się okazuje - wielkiej, rozsianej po świecie rodziny, którą łączy głównie(poza tzw. więzami krwi) wiejskie pochodzenie. Bo też ciężko wrzucić do jednego worka hipisów, komunistów, działaczy, antykomunistów, wojskowych(dowiedziałem się o wuju walczącym m.in pod Monte Cassino. Niby nic, a jednak trochę dumnie) i rolników. Dobre doświadczenie i wstęp do walki o odkrywanie swego pochodzenia. Bo tak.
Autorzy zdjęć niestety nieznani. Trochu rodziny, kawał historii.
Jestem szczerze zakochany w tym zdjęciu.
Hasło "głosuj na nas" moim hasłem wyborczym, jeśli by mi kiedyś przyszło, za politykę zabierać się.
Tyle z historii.
Na koniec dwa bonusowe kadry i stare zdjęcie młodego człowieka.
Piękno, młodość, kobiety, uśmiech, bogactwo i czerwony kabriolet. Żyło się.
Tydzień do zamknięcia i coś we mnie pękło. Powoli dochodzi do mnie myśl o zamknięciu miejsca, którego częścią byłem i w którym przyjemność miałem, mieć swój zawodowy debiut jako młody "Pan ziółko". Poczucie bliźniacze do tego, po opuszczeniu(cudownego) liceum. Już nigdy nie będzie takiego lata.
Koszyki się zamykają. Zostawiam w tym miejscu mój bagaż emocjonalny, tak zawzięcie gromadzony przez ostatni rok. W głowie zostają mi ludzie tworzący to miejsce. Marty, Szury Dobki, Krzywe, Kacpry, Marciny, Chloriany, Konrady i szlachcice wszelkie.
Oni i klimat miejsca, sprawiły, że był to mój drugi dom. Tu się dzień kończyło o 6 nad ranem, za chwilę zaczynając pracę na 7 rano.
Kawa i papieros rano z panem Leszkiem. Rozmowy o życiu o 8 rano. Moje dziwne randki podczas pracy. Granie na harmonijce z Marcinem o 3 nad ranem. Spontanicznie jedziemy do Gdańska, kończymy u mnie w domu. U mnie w domu, ekipa koszykowa o 7 nad ranem. Wigilia razem. Pożegnania i powroty. Łukaszu, spakujesz samochód?
Jemy zielsko ziółka. Kocham swoich klientów. Robimy koktaile. Panie Janie - uszanowanie. Chowamy się, paląc papierosy na parkingu. Cho na peta Mordko! Jedziemy nad wisłę, trafiamy na koniec świata. Pijany to do domu. Pograjmy w hirołsów. W scrabble może? Dikarpio, plum? Wiśniówkę dla wszystkich! Ziółek rób zdjęcia!
Tęsknię już.
Ps. Tomku Szlachcicu, przyniosę Ci kiedyś tę książkę.